Nie szukam

Nie szukam

Nie dbam o wielkość, sławy nie szukam,
gry tego świata są zbędną puentą.
Trzymać dżokera jest wielką sztuką,
bo wtedy nerwy duszy nie strzępią.

Siła w spokoju jest i u podstaw
duchowej drogi, na łez padole.
Nic mnie nie trzyma, żadne bogactwa,
wszystko oddaję, nic nie jest moje.

Wolna od gier i szczęścia namiastki,
w oazie ciszy wcielam skuteczność.
Szyję swój płaszcz bez nici i fastryg.
Widać!- życiowa taka konieczność.

Dla mnie jest niebo niebieskie wszędzie
a ziemia zielenieje tęsknotą.
Chrystus mnie złowił i innych, w błędzie,
co szli po tombak, nie runo złote.

Pole ryżowe już Mag uprawia,
by miską manny głodnych nakarmić.
Sytość to światło i ono sprawia:
„W Bogu bogaci a w świecie marni”.

Lucryssa

k7y

Reklamy

Po skrzący ranek

Po skrzący ranek

Od wieczora, aż po skrzący ranek,
sięgam życia po samiutkie brzegi.
Już się puchar do mych warg przygarnia,
bym skosztowała tajemnej wiedzy.

Gdzieś się anioł u progu kołacze,
noc się buja na wiatru zawiasach,
skrzypią myśli, nie mogą inaczej,
żal stukocze jak bies na obcasach.

Wszystko dziwne wydaje się proste,
kiedy dusza już nie grzęźnie w urnie,
kiedy noc rozsupłuje zagwozdkę:
jak się uwolnić z objęć Saturna?

I jak obudzić serce z tej drzemki?
– by czerpało, za dnia, moc ze słońca,
w nocy miało różowe ciżemki,
by szło, gdzie piękno lubi się kąpać.

A gdy już, przy mnie, jesteś aniele,
daj mi skrzydła, bym mogła do nieba
frunąć, tam troski w Bogu blednieją,
różaniec z pereł modlitwy spełnia.

Lucryssa

xt7u

Niezmierzone życie

Niezmierzone życie

Trochę wiem o tobie, niezmierzone życie,
Kiedy cię złapałam, – nie wiem czy niechcący?
W spracowane dłonie, w snop złotego żyta,
w muszli karb, w potrzasku, perłą śpiewający.

Chodzę wciąż za tobą, jak oracz za pługiem,
a może ty za mną?- jak cień blask gryzący.
Jesteśmy spleceni dobrym i złym długiem,
ja i ty to jeden ogień w nas drzemiący.

Bądź mi choć raz w życiu łódką, co do nieba,
może mnie dostarczyć na skraj barwnej tęczy.
Na przymierze z Duchem, gdzie się wszystko jedna,
byle się w dualnym świecie już nie męczyć.

Bo na złe i dobre przyszło nam się bratać,
nieraz w ciemnej nocy wilków wypatrywać.
Po słonecznej stronie chodzić pośród kwiatów,
lecz rozumniej teraz, wszystko to nazywać.

Choć inaczej żyję, jednak jeszcze błądzę,
odpływom, przypływom daję się omamić.
Stopą cię doświadczam na pustyni wątpień,
w arcydziełach piasku pomiędzy falami.

Lucryssa

0_3e56a_6fd7a314_L.jpg

Jak słodkie wianki

Jak słodkie wianki

Czasem wiatr myśli mnie oplata
i jak ta chmurka, nad mą głową,
krąży, szybuje lotem ptaka,
by przynieść treści całkiem nowe.

Wraz z rozśpiewanym, nad łąkami,
słowiczym trelem i skowronkiem,
lubi mi los majem ubarwić,
zapachem dzwonków* skronie trącić.

Przez wiele przeszkód biec ku prawdzie,
gdzie miłość słodkie wianki wije,
na głowie sadza myśli barwne
i pocałunki na mej szyi.

Bądź, dobry losie skrawkiem nieba,
po którym płynie gwiezdna łódka,
bogata w dobro i brzemienna
w nadzieję, którą pragnę spotkać.

Wiej wietrze, wiej ku dobrej zmianie,
ciągnij po niebie bzów latawce,
bo smutne życie nie jest dla mnie,
takie opuścić chcę na zawsze.

Lucryssa

*- konwalie

flowers-their-meanings-valentine-s-day-lilac-clip-art-275_238

Miedzy dniem a nocą.

Między dniem a nocą

Jest między dniem a nocą przepaść
a sen układa się w półcieniach.
W iskrzących i liliowych miechach
pulsuje, wdycha migotania.

Wchodząc, jak duch, na srebrne płótno,
projekcję bajki w zachwyt wprawia.
Raz się uśmiecha, patrzy smutno,
to znowu puszcza oczko pawia.

I pod poduszkę chowa skrzętnie
garstkę iluzji z gwiezdnych pyłków,
tak żeby mogła w głowie pęcznieć,
nakręcać życie bez wysiłku.

I mieć, na szarą rzeczywistość,
balonik niespełnionych życzeń.
Przekłuwać go, gdy losu dżdżystość
najdzie, bo za dnia jest inaczej.

Lucryssa

cgs9

Wybory

Wybory

ogłupiały Naród
zniewoleni ludzie
wolą być gnębieni
i pracować w trudzie

po czytaniu gazet
i słuchaniu radia
chyba schizofrenia
ciężka ich dopadła

dawne „dzieci kwiaty”
dzisiaj są starcami
i neokomunizm
wpychają plecami

do sejmu, do rządu
do szkół i przedszkoli
byś spod patologii
się nie wygramolił

a na ustach mają
kwiatotwórcze słowa
które dzień powszedni
złością zbilansował

jak to jest że również
dobrzy, prawi ludzie
dają się obrzucić
błotem, jadem, brudem

i oddają los swój
w ręce marnych posłów
złodziei, zboczeńców
i jawnych oszustów?

wybory3

Pod prąd

Pod prąd

Pod prąd, wbrew doli, lecz z wolną głową,
płynąć jest trudno ku wyspom szczęścia.
Trzeba zawierzyć sercu- jak słowu,
zmagać się z falą wrogich odmętów.

Gdy siła trudu o wiatr się oprze,
niemoc przy burtach statku maleje,
żagle wzdymają się i jest dobrze,
gdy statek płynie z łaską nadziei.

Ale, gdy burza maszt, jak zapałkę,
łamie w połowie, żagle rozrywa,
niebezpieczeństwem jest wola walki,
choćby w różowych pejoratywach.

Wtedy, to warto przeczekać sztormy,
gdzieś na mieliźnie osiąść consensus.
Nabrać sił w płuca, wdrożyć reformy
i ruszać dalej do raju piewców.

A przede wszystkim nie gasić światła
(w sobie), bo ono ma być kompasem
i drogowskazem, gdy coś się gmatwa
i rozłożone jest w pewnym czasie.

Prawdziwe życie trwa w górę rzeki
i przeciwnościom losu się kłania.
Każdy ma balast cięższy, lub lżejszy,
ale nie każdy sprosta zadaniu.

Lucryssa

lodka